„Dyktator” – i śmieszno, i straszno

4 thoughts on “„Dyktator” – i śmieszno, i straszno

  1. Narazie jeszcze nie przeczytałam całej recenzji, zrobiłam to po łebkach, tak na wszelki wypadek, jeśli bym się jednak zdecydowała pójść na „Dyktatora” do kina. Już od dnia, w którym film wszedł do polskie ekrany biję się z myślami iść czy nie iść. Chciałabym a boję się. Chciałabym, bo jakoś tam lubię tego Sachę (Jezu, jaki on przystojny), jego humor też, ale … Wiem, że on sie wydurnia w dobrej wierze, że to satyra, krytyka, ale trochę za dużo tej kupy i wszsytkiego co koło niej.
    Poza tym, strasznie mierzi mnie ta jego broda, widać, że przyczepiona, wiem, że to tak specjalnie, ale to głupie, ja wiem, że on udaje, on wie, że ja wiem, jakoś tak, jakbym sie czuła w teatrzyku dla przedszkolaków, będąc dorosłą.
    Ale zauważyłam trochę pozytywnych opinii, na temat tego co zawiera film, więc ochotę mam coraz większą, żeby zobaczyć. Pamiętasz, jak na Oskarach Sacha przebrał się za dyktatora, ale chyba na nikim to nie zrobiło wiekszego wrażenia, w każdym razie nikt sie na ten temat wielce nie rozpisywał, czy ktoś umarł albo zemdlał ze śmiechu, widząc Dyktatora „na żywo”. :)
    W każdym razie zachęciłeś mnie do filmu, mimo niskawej oceny.
    Dobrze, że ktoś się śmieje ze świętej krowy, czyli z Żydów, tak jak „my”, tzn. chrześcijanie z muzułmanów. :)

    1. Ocena trochę niska, bo film mógłby być znacznie lepszy niż jest, gdyby tylko Cohen potrafił się powstrzymać od dowcipów o ekskrementach czy takich jak ten z szukaniem telefonu komórkowego w pochwie ciężarnej kobiety. Gdyby tylko zechciał…
      Bądź co bądź, warto się chyba wybrać bo na horyzoncie na razie nie widać drugiej równie bezczelniej satyry (no może „Ted” z Markiem Whalbergiem). Znamienne jest to, że na Boracie czy Bruno wyczekiwałem tylko napisów końcowych, a na „Dyktatorze” – o dziwo – nie nudziłem się prawie wcale. Może dlatego, że film jest dość krótki. A może dlatego, że parę dowcipów było naprawdę przednich :) Zresztą Aladeen, choć pasuje do tego samego charakterologicznego schematu co wcześniejsi bohaterowie filmów Cohena, to wnosi dużo więcej energii na ekran niż czynił to chociażby pierdołowaty Borat. W sumie polubiłem ten film i nie polubiłem. Bądź tu mądry:) Oby następna produkcja Sachy była już znacznie lepsza.

      A Oskary i przebranego Sachę pamiętam dobrze (prochy Kim Dzong Ila również). Ostatnio w Cannes też się pokazał z dobrej strony :)

      P.S. Znacznie więcej czasu widzimy tytułowego Dyktatora bez brody, niż z nią ;)

  2. Dla mnie filmy tego pana są po prostu jedyne w swoim rodzaju – albo się je lubi albo nie. A na Dyktatorze uśmiałem się przednio :-)

    Zgadzam się natomiast że rezygnacja z formuły 'paradokumentu’ wyszła filmowi na dobre.

Comments are closed.

Previous post „Łowcy Głów” – norweskie porachunki
Next post Rzeszów – kinowe zapowiedzi na czerwiec